Póki jeszcze coś pamiętam, spróbuję podzielić się z czytelnikami mojego bloga,z moimi obserwacjami i przeżyciami z tamtych stron. Pierwszy raz zetknąłem się z przedstawicielami kultury islamu w Londynie, w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. Pracowałem wtedy na czarno, a wieczorami szkoliłem mój angielski. W soboty chodziliśmy do pubu, gdzie przychodzili również Algierczycy, studenci z jakiegoś collegu. To wtedy pierwszy raz usłyszałem od jednego z nich o islamizacji Wielkiej Brytanii. Facet był (po wypiciu kilku pintów) szczerze wkurzony sytuacją . Mówił, że z radością wyjechał z kraju islamskiego, do kraju wolności, gdzie nie będą mu imamy mówiły jak ma żyć i co robić, a tu zastaje ten sam shit, co u siebie w kraju. Tacy sami świętobliwi brodacze, krzywo patrzą na to, że się goli, że chodzi w dżinsach, że chodzi do pubu. Mówił że jeszcze trochę, a takich jak on, będą chłostać na rynku... Wykrakał, psia mać.