Obama uhonorowany przez Notre Dame
06-05-2009Kategorie: Ameryka, Multi-Kulti
Tagi do wpisu: aborcja prawo USA
Już za dwa tygodnie, podczas rozdania dyplomów świeżo upieczonym absolwentom najbardziej prestiżowego, katolickiego Uniwersytetu Notre Dame, prezydent Obama wygłosić ma przemówienie i nadany mu przez tą uczelnię honorowy doktorat prawa. Amerykańscy katolicy są wstrząśnięci decyzją władz uczelni. W ich ocenie katolicka instytucja w żaden sposób nie powinna honorować człowieka, który nie tylko ma dość mętne, enigmatyczne poglądy religijne, ale przede wszystkim jest zdecydowanie najbardziej pro-aborcyjnym prezydentem w historii USA.
Jeszcze jako senator, Obama wielokrotnie podkreślał, że jest zwolennikiem "prawa do wyboru". Jedną z pierwszych decyzji jego administracji było uchylenie tak zwanej dyrektywy meksykańskiej zakazującej agencjom rządu federalnego udzielania wsparcia organizacjom w jakikolwiek sposób promującym usuwanie ciąży. Jego rząd postanowił też znieść klauzulę sumienia dającą pracownikom służby zdrowia w placówkach korzystających z rządowego wsparcia możliwość odmowy wykonania usługi medycznej, gdy jest ona niezgodna z ich przekonaniami. Organizacje aborcyjne mają też do Obamy pretensje o nominowanie znanej z liberalnych poglądów gubernator Kansas Kathleen Sebelius na stanowisko sekretarza zdrowia oraz jego wieloletnie poparcie dla wzbudzającego kontrowersje projektu ustawy o wolności wyboru (tzw. FOCA). Dlatego ich zdaniem, choć na Notre Dame występowali w przeszłości trzej inni urzędujący prezydenci - Jimmy Carter, Ronald Reagan i George W. Bush - Obama nie powinien był dostać zaproszenia.
Obama, choć wiele jego poglądów na sprawy międzynarodowe, ekonomiczne czy socjalne pozostaje jak dotąd jedynie w orbicie dociekań komentatorów i analityków, w tej jednej sprawie - aborcji, nigdy nie pozostawiał niedomówień. W sprawie aborcji zawsze wyraźnie artykułował swe poglądy.
- Pierwszą rzeczą, jaką zrobię, jeżeli zostanę wybrany prezydentem, będzie podpisanie ustawy "Freedom of Choice Act" (FOCA). Będzie to pierwsza rzecz, którą zrobię - taką obietnicę złożył 27 października 2008 roku ówczesny senator jeszcze Barack Obama przed działaczami Planned Parenthood, największej organizacji pro-aborcyjnej na świecie.
Czym zatem jest FOCA?
Ustawa ta, o ile oczywiście zostanie uchwalona przez Kongres, ma mieć moc prawną przewyższającą prawa stanowe, które do tej pory samodzielnie regulowały kwestię aborcji. Zatwierdzenie FOCA oznacza zlikwidowanie wszelkich obowiązujących aktualnie ograniczeń w dostępności aborcji na życzenie w USA.
FOCA oznacza przywrócenie bestialskiej procedury tzw. aborcji przez częściowe urodzenie, dokonywanej w zaawansowanej ciąży, czyli po 20 tygodniu, gdy dziecko jest już w pełni rozwinięte. Wszystkie szpitale, wliczając w to szpitale katolickie, będą zmuszone wykonywać aborcję na żądanie. Jeśli nie podporządkują się temu wymogowi, będą musiały zakończyć działalność. 30 % szpitali w USA to szpitale katolickie - nie dokonuje się w nich aborcji.
FOCA ma także zlikwidować niewygodną klauzulę sumienia, pozwalającą lekarzom czy położnym odmówić wykonania i udziału w zabiegu aborcji z przyczyn światopoglądowych.
Czy likwidacja podstawowego prawa konstytucyjnego, wolności przekonań religijnych nie pachnie przypadkiem totalitaryzmem? Najwyraźniej nie Obamie, który aż się pali by to podpisać i wdrożyć w życie.
Ale to nie wszystko w tej "piekielnej" ustawie. Jest tam dużo więcej zapisów znoszących dotychczasowe obostrzenia i nakazy towarzyszące legalnie przeprowadzanym aborcjom. FOCA znosi zatem prawa, które nakazują informowanie kobiet o naturze aborcji, o stadium rozwojowym dziecka, zagrożeniach związanych z zabiegiem, czy też o alternatywnych rozwiązaniach takich jak adopcja. Oznacza także likwidację obowiązującego obecnie w 16 stanach nakazu pokazywania matce stadium rozwoju jej dziecka na ultrasonografie, którego efektem był wymierny spadek liczby aborcji.
Kiedy czyta się projekt tej ustawy, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że mimo nazwy nie chodzi w niej o żadną wolność wyboru (tą przecież kobiety w USA mają, od co najmniej 35 lat) a o aborcję samą w sobie. To niemal jak linia produkcyjna, w której chodzi o maksymalizację ilości zabiegów przy minimalizacji negatywnych odczuć, nawet za cenę oszustwa i zatajenia, ze strony kobiet.
Wybaczcie mi określenie, ale mi to przypomina rytualny ubój i to w majestacie prawa.
Ale prezydent Stanów Zjednoczonych, Barack Hussajn Obama nie widzi w tym nic dziwnego i zapowiada, że bez wahania podpisze to prawo jak tylko znajdzie się na jego biurku.
Mało tego rektor katolickiego Uniwersytetu, ojciec John Jenkins postanawia dokonania te uhonorować doktoratem prawa, co jest jawnym lekceważeniem moralnego nauczania Kościoła, którego jest członkiem, ale także zarządzenia biskupów USA z 2004 r., w którym apelują oni do instytucji katolickich by nie honorowały tych, którzy postępują podejrzliwie wobec naszych fundamentalnych założeń moralnych i by takie osoby "nie otrzymywały ani nagród, ani zaszczytów, ani mównic, na których będą mogli zasugerować, że wspiera się ich czyny".
Na szczęście jednak o. Jenkins, jest odosobnionym przypadkiem. Wśród katolików zawrzało, posypały się protesty i petycje. Decyzję władz Notre Dame skrytykowało 55 biskupów w tym także miejscowy biskup John D`Arcy. Społecznej akcji protestu ton nadaje Stowarzyszenie im. Kardynała Newmana. Na stworzonej specjalnie w tym celu internetowej stronie NotreDameScandal.com zebrało już ponad 300 tysięcy deklaracji sprzeciwu wobec decyzji władz Notre Dame. Zarzucają w nim władzom uczelni, że wyżej cenią prestiż i popularność, niż zasady i moralność. Skala protestu zaskoczyła wszystkich komentatorów. Wielu z nich podkreśla, że nie pamiętają, kiedy amerykańscy katolicy tak prężnie i tak zgodnie działali w jakiejś sprawie.
Piotr Górka
autor prowadzi stronę: KonserVat
WYKOP
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
