Iran - geopolityczny i surowcowy strategiczny... pionek
19-10-2009Kategorie: Bliski Wschód, Geopolityka
Już na początku XX w. Brytyjczycy zdominowali perską branżę naftową zdobywając w 1901 r. od szaha Persji – rękoma Williama Knox D'Arcy - koncesję na wydobycie tego surowca. Osiem lat później założono Anglo-Persian Oil Company, w której 97% udziałów posiadała angielska firma Burmah Oil Company. Persja, mając pełnić funkcję zaplecza naftowego dla Royal Navy, została wciągnięta w wir I Wojny Światowej przez Anglię - angielskie wojska strzegły tam interesów Wielkiej Brytanii.
Następnie Wielka Brytania dążąc do utrzymania swoich wpływów w Persji, a zarazem zastopowania rosnących wpływów Rosjan i lokalnych wodzów plemiennych, przekonała, Sejjed Zia'eddin Tabatabai do przeprowadzenia zamachu stanu. W 1921 r. pod nowym nazwiskiem Reza Pahlawi wjechał do Teheranu na czele Brygady Kozackiej i postawił rządowi ultimatum, które zostało przyjęte – Pahlawi został ministrem wojny. Anglia zachowała swoje wpływy – acz jak się okazało, do czasu.
Pięć lat później Reza Pahlawi został szachem. Był nastawiony reformatorsko i chciał nie tylko zmodernizować kraj, ale i do pewnego stopnia go zeuropeizować. Jednak w 1941 r. nie wyraził zgody by na terenie Iranu stacjonowały brytyjskie wojska. Wielka Brytania potraktowała ten gest jako wyraz poparcia Niemiec nazistowskich i w tym samym roku wraz z ZSRR wkroczyły do Iranu, obalając szacha. Następcą został jego syn, Mohammed Reza Pahlawi. A interes Anglo-Iranian Oil Company został ponownie uratowany.
Następca okazał się być mniej krnąbrny od ojca. Zajął się podróżami po Europie, bywaniem na salonach i wystawianiem balii. Jednak sielankę zakłócił demokratycznie wybrany premier - Mohammed Mossadegh, który w 1951 r. wprowadził nacjonalizację spółki naftowej. Brytyjczycy nie chcieli się pogodzić z takim obrotem sytuacji, a z drugiej strony na Mohammeda Pahlawiego także nie mogli liczyć, z racji jego dużej niepopularności we własnym kraju. Sprawa oparła się o ONZ, gdzie Iran dość skutecznie bronił prawa decydowania o swoich surowców. Wielka Brytania w odpowiedzi rozpoczęła, głównie poprzez naciski dyplomatyczne, działania zmierzające do anulowania nacjonalizacji a kiedy i to się nie udało nakłoniła Stany Zjednoczone do nałożenia na Iran sankcji ekonomicznych. Ostatecznie Dwigh Eisenhower wydał polecenie, by CIA przeprowadziły przewrót polityczny w Iranie, który obaliłby demokratycznie wybranego premiera. Stało się, jak chciał – w 1953 r. rząd Mossadegh upadł – a nowy proamerykański rząd skazał go na więzienie domowe, za „zdradę stanu”.
1953 r. to początek aktywności amerykańskiej na irańskiej ziemi. Przy wsparciu Stanów Zjednoczonych i Izraela stworzono w Iranie SAVAK – policję polityczną, która nie tylko miała dopilnować, by społeczeństwo irańskie dokonywało odpowiednich wyborów politycznych, ale i trzymania go w ryzach; a sam Iran miał się trzymać raz obranego, „słusznego” proamerykańskiego kursu. Stany Zjednoczone eksploatowały Iran surowcowo, ale i wykorzystywały go także w zimnej wojnie, jako teren z którego prowadzono akcje szpiegowskie na terenie ZSRR. W zamian dawały pieniądze, wykształconą kadrę i technologię. Technologię jądrową!
Już w 1957 r. Teheran - nie z kim innym, ale z Waszyngtonem - podpisał umowę o pokojowym wykorzystaniu energii jądrowej. USA otrzymując prawo do inspekcji obiektów, w zamian oferowały swoje wyposażenie i zapewniały szkolenia specjalistów. Współpraca rozwijała się bardzo dobrze. Do 1967 r. Teheran, przy wsparciu Waszyngtonu, zbudował pierwszy reaktor badawczy, który rok później uruchomiono. Do 1980 r. miały rozpocząć pracę dwa reaktory jądrowe w Buszer, a do 1983 i 1984 kolejne w Ahvaz. Jednak rewolucja Chomeiniego w 1979 r. zakończyła współpracę – w Iranie proklamowano islamską republikę; USA, Francja i Niemcy (RFN) wycofały swoich specjalistów.
Mimo że reaktory były już na ukończeniu niemal cała infrastruktura została zniszczona w wojnie irańsko-irackiej. Jednak już w 1987 r. Iran wznowił prace nad energią atomową, a zagrożenie ze strony Izraela i Iraku miało go dodatkowo mobilizować. W latach dziewięćdziesiątych Iran znalazł sobie nowego protektora w dziedzinie programu jądrowego - Rosję, która także zgodziła się tylko na program cywilny. Kreml, mimo sprzeciwów Waszyngtonu, współprace kontynuował a w 2000 r. Putin wypowiedział umowę Gore-Czernomyrdin z 1995 o ograniczeniu handlu bronią z Iranem. W 2001 r. Kreml podpisał umowę na budowę kolejnych pięciu bloków elektrowni.
Po wydarzeniach 11.09.2001 r. ówczesny prezydent Iranu Mohammad Chatami złożył kondolencje i zapewnił o wsparciu swojego kraju w walce z terroryzmem. Acz nie przeszkodziło to Georgowi W. Bushowi uznać, w orędziu o stanie państwa z 29 stycznia 2002 r. Iran, wraz z Irakiem i Koreą Północną za państwa tworzące „oś zła”. A prawdopodobieństwo posiadania przez te kraje broni masowego rażenia uznał za ogromne zagrożenie dla światowego pokoju i nie wykluczył możliwości wybuchu wojny prewencyjnej – co bardzo zaniepokoiło pacyfistyczną Europę.
Rosja w dalszym ciągu sprzedaje Iranowi broń - głównie czołgi, samoloty, transportery i systemy rakietowe. Rosja i Iran dysponują również największymi udokumentowanymi na świecie zasobami gazu ziemnego. Dlatego sojusz Moskwy z Teheranem stanowi duże zagrożenie dla dominacji USA na Bliskim Wschodzie. A póki co Teheran, otoczony siłami amerykańskimi z zachodu - Irak, wschodu – Afganistan i południa - zatoka Perska, stara się zrównoważyć amerykański potencjał poprzez stworzenie własnej technologii jądrowej.
Dla Ameryki najpilniejszym obecnie działaniem na arenie międzynarodowej jest powstrzymanie rozprzestrzeniania się broni nuklearnej. Wydaje się, że pierwszy w kolejności jest Iran. Przed 1979 r., gdy tym krajem rządził szach Waszyngton wspierał irański program jądrowy. Dziś Waszyngton twierdzi, że Iran nie ma potrzeby rozwijania takiego programu. Henry Kissinger napisał „Dla tak dużego producenta ropy naftowej, jakim jest Iran, prace nad energią nuklearną to marnotrawienie zasobów” - na łamach Washington Post w 2005 r. Ciekawe, że trzydzieści lat temu, kiedy był sekretarzem w administracji Geralda Forda, Kissinger uważał, że „wdrożenie energii nuklearnej pozwoli Iranowi zarówno zaspokoić potrzeby rozwijającej się gospodarki, jak i uwolnić rezerwy ropy naftowej, którą będzie można wyeksportować lub przetworzyć na paliwa”.
Iran stał się również polem konkurencji USA i FR. Dlatego też kilka dni po rezygnacji Baracka Obamy z projektu budowania w Europie Środkowej tarczy antyrakietowej prezydent FR Dmitrij Midwiediew, dziękując za ten „rozsądny krok” zapewnił zarazem opinię publiczną, że nie był to żaden polityczny targ. Tym samy dał do zrozumienia, że nie przehandluje Iranu za wspomnianą tarczę. A dla pełnej jasności, dopowiedział, iż jego kraj ma prawo sprzedawać systemy antyrakietowe komu chce, w tym i Iranowi. Przypomnijmy, że rakiety te miałyby ochronić Iran przez atakiem głównego sojusznika USA – Izraela. Miedwiediew dodał także, że w razie konfliktu Rosja nie pozostałaby na pewno bierna, a sam pomysł nałożenia sankcji na Iran uważa za nieefektywny.
Z kolei zainteresowanie Europejczyków rynkiem irańskim wynikało z chęci uzyskania korzystnych kontraktów naftowych i gazowych. Dopiero w 2004 r. po konsultacjach UE - USA wypracowano wspólną decyzję krytykującą Iran za zapowiedź wznowienia prac nad wzbogacaniem uranu. A wydaje się, że to właśnie dla Europy Iran ma szczególne znaczenie – i to z tego samego powodu, z którego najpierw Brytyjczycy, potem Amerykanie, a w końcu Rosjanie prowadzili aktywną politykę w tym rejonie – surowce! Wszak przez gazociąg Nabucco miał, oprócz azerskiego, również irański gaz płynąć. Miał – acz raczej nie popłynie. Bowiem powstały, przy współpracy rosyjskiego Gazpromu i włoskiego ENI, Blue Stream wciąż nie wykorzystuje w pełni swojej mocy przesyłowej. Zatem można wątpić, czy Turcja będzie skłonna do budowy na swoim terytorium kolejnego gazociągu - Nabucco, gdy posiadany nie jest w pełni wykorzystany. Ważne również jest, że Gazprom w 2006 r. stworzył - łudząco podobny do Nabucco – plan przedłużenia Błękitnego Potoku przez Bałkany do Europy Środkowej. Może to bardzo skutecznie zablokować europejski plan dywersyfikacji dostaw gazu.
Iran wciąż ma spore zasoby ropy naftowej, zwłaszcza w rejonie Morza Kaspijskiego. Wraz z rozpadem ZSRR i zmianami, jakie pociągnął za sobą koniec tego bloku, region Morza Kaspijskiego ponownie zaistniał na politycznej mapie świata. Dotychczas był to obszar skrzyżowania się interesów Wielkiej Brytanii, USA i Rosji – w latach dziewięćdziesiątych dołączył kolejny ważny gracz, UE. Co ważne, w tym też czasie region ów został zaklasyfikowany jako trzeci pod względem surowcowym, zaraz po Zatoce Perskiej i Syberii Zachodniej. Jednak ostateczny koszt ropy z rurociągu Baku-Tblisi-Ceyhan byłby duży z kilku powodów: wysoki koszt eksploatacji tych złóż, także transport byłby drogi ze względu na odległość jak i zaniedbaną postsowiecką infrastrukturę i do tego dochodzi jeszcze korupcja. Acz barierą nie do przeskoczenia wydaje się nierozstrzygnięty status Morza Kaspijskiego, które całkiem niedawno stało się jeziorem. Skutkuje to niemożnością wyłącznego decydowania o własnej strefie brzegowej, bowiem w przypadku jeziora i eksploatacji jego dna, musi być osiągnięty konsensus wszystkich krajów przybrzeżnych – w tym i FR.
Iran wraz z surowcami jest Europie bezwzględnie potrzebny. Polityka konfrontacji Georga Busha na pewno w niczym Staremu Kontynentowi się nie przysłużyła. Jednak jeśli Obama liczył na uczynienie sobie z Rosji sojusznika poprzez wycofanie się z projektu tarczy antyrakietowej, to może to być z jego strony tylko pobożne życzenie sowicie nagrodzone przez… komisję w Oslo.
Z drugiej strony, nic mi nie wiadomo o jakimkolwiek mocno zdeterminowanym kraju, który w wyniku sankcji i nacisków zewnętrznych, odstąpił od swojego projektu energii atomowej, a nawet i planów posiadania bomby. Iran, prawdopodobnie, zrealizuje swój plan. I zasadniczo, to nie należy się dziwić jego dążeniom, jeśli uwzględni się jego dwudziestowieczne doświadczenia z Brytyjczykami, Amerykanami i Rosjanami. Czy świat stanie się mniej stabilny, jeśli Teheran dołączy do atomowego klubu? Nie sądze, bowiem arsenał tego typu od zawsze służył do odstraszania, a nie atakowania i mimo swojej ogromnej siły rażenia został użyty tylko raz. Z założenia, ma on być ostatecznością do której nikt nie chce być pchnięty. Dla Iranu prawdopodobnie jest to jedyna droga na chronienie swojego bogactwa surowcowego przez zakusami Rosji i Ameryki, jak i zagwarantowanie sobie niezależności i bezpieczeństwa w dość niełatwym sąsiedztwie. I nie zapominajmy, że Stany Zjednoczone, które tak ostro potępiają Teheran, jeszcze czterdzieści lat temu wspierały go w tworzeniu własnej technologii atomowej.
Grzegorz Makuch

WYKOP
BLIPNIJ
STUMBLEUPON